Marek Futrega, twórca strony Kurnik.pl, zapowiedział na swoim blogu uruchomienie nowego projektu – Garnek.pl. Domena wskazywałaby, że Marek wchodzi w branżę gastronomiczną – tym bardziej, że ostatnio handlował Widelcem, który ostatecznie kupiła Gazeta. Garnek jednak nie będzie miał wiele wspólnego z gastronomią… no chyba, że użytkownicy zbyt do serca wezmą sobie nazwę domeny i zdecydują się wrzucać do Garnka tylko zdjęcia swoich kulinarnych dokonań. To o zdjęcia właśnie się rozchodzi i możliwość umieszczania ich na stronie, by móc pokazać je znajomym.
Niby takich garnków, do których możemy wrzucić zdjęcia jest w internecie tysiące. Niby polski rynek photo sharingu jest już mocno nasycony Fotosikiem, Patrz, Wrzutą i podobnymi usługami w dużych portalach internetowych. Niby Flickr.com ma silną polską reprezentację i niewykluczone, że niedługo zostanie uruchomiona polska wersja strony. A jednak od samego początku korzystania z nowego serwisu czuje się, że garnek garnkowi nierówny i że w tym Garnku można ugotować całkiem niezły rosół.
Od samego początku w oczy rzuca się prostota i surowy, wręcz koszarowy design znany z Kurnika. Najbardziej kolorową częścią witryny jest… ikonka favicon i rzecz jasna same zdjęcia. Nie ulega wątpliwości, że to one (zamiast kolorowych reklam, graficznych wodotrysków i zbędnych elementów) są najważniejszą częścią witryny. Z jednej strony ta prostota i czystość to wielka zaleta serwisu, jednak część użytkowników, przyzwyczajona do świecących bannerów i kolorowego wyglądu strony może “przestraszyć” się tak koszarowego designu.
Do najważniejszych funkcjonalności serwisu, oprócz wrzucania zdjęć, należy zaliczyć:
- komentowanie zdjęć i powiadomienia o nowych komentarzach
- możliwość dodania do znajomych innych użytkowników i śledzenia ich najnowszych zdjęć
- wrzucanie zdjęć z komórki przez MMSy
- plakietki, wlepki, wklejki z najnowszymi zdjęciami do umieszczenia na swoim blogu lub stronie
Co ciekawe zdjęcia na Garnku będą pomniejszane do rozdzielczości 640×480 pikseli, a oryginały nie będą przechowywane. Nie wiem czy wynika to z chęci zaoszczędzenia miejsca na serwerach, czy po prostu autor uznał, że i tak nikt nie ogląda większych zdjęć (sam na Flickrze rzadko kiedy oglądam zdjęcia w największych rozmiarach). Jednak moim zdaniem użytkownicy powinni mieć możliwość zachowania oryginałów (lub dodatkowo powinny być przetrzymywane zdjęcia w rozdzielczości 800 lub 1024 pikseli).
Garnek to na pewno projekt na który warto zwrócić uwagę i śledzić jego rozwój. Łatwość dodawania i przeglądania zdjęć sprawia, że może być to ciekawe narzędzie dla osób które nie chcą zbytnio wiązać się z serwisem, a jedynie chcą szybko wrzucić zdjęcia z wyjazdu / imienin cioci / urodzin brata i w przystępny sposób pokazać je znajomym.
Polski Flickr… Fotosik? Nie. Slajd!
Jeśli już mowa o photo sharingu, chciałbym przypomnieć o pewnym serwisie, o którym było głośno dobre kilka miesięcy temu. Slajd.net, bo to o nim właśnie mowa, to strona która swego czasu wzbudziła moje spore zainteresowanie przy okazji fascynacji amerykańskim Flickrem. Slajd jest bardzo podobny do Flickra, nie tylko pod względem wyglądu ale również pod względem działania strony i wszechobecnego Ajaxa. Slajd jest bardzo fachowo i solidnie wykonany. Co prawda nie ma zbyt wielu społecznościowych funkcjonalności i na każdym kroku czuć, że twórcy mocno inspirowali się zagranicznym pierwowzorem, to mimo wszystko należą się słowa uznania za wykonanie. Swoją drogą przeglądanie zdjęć i galerii na Slajdzie to moim zdaniem czysta przyjemność.
Strona jest jakby trochę zapomniana, pomysł nie może “chwycić” i sądząc po statystykach na Alexie (której co prawda ufać nie można) ma śladową oglądalność (co może wynikać z tego, że przeglądanie zdjęć w galeriach nie powoduje przeładowania strony). Aktualnie Slajd ma w swojej bazie blisko 10 000 zdjęć i sporo oddanych użytkowników (którzy mają po kilkadziesiąt lub kilkaset zdjęć w swoich galeriach). Jeśli miałbym wybrać polski serwis który byłby idealnym przykładem, że liczy się nie tylko pomysł, nie tylko wykonanie, ale równie istotne są marketing i promocja – wybrałbym właśnie Slajd.
W opublikowanych niedawno wynikach badań najpopularniejszych serwisów tematycznych w kategorii “społeczności” na dziewiątym miejscu znalazło się forum dyskusyjne Peb.pl. Polish Elite Board pod względem liczby użytkowników wyprzedziło między innymi takie serwisy społecznościowe jak Grono.net czy Epuls.pl. Co prawda Grono i Epuls miażdżą PEB w ilościach odsłon, ale przy okazji debiutu forum PEB na liście Megapanelu zacząłem się zastanawiać nad kondycją polskich forów dyskusyjnych i ich starszego brata – Usenetu.
Usenet umiera?
Do Usenetu mam wyjątkowo sentymentalny stosunek. To między innymi w nim pod koniec lat dziewięćdziesiątych stawiałem swoje pierwsze kroki w internecie. Gdy polskich stron było jak na lekarstwo lub po prostu nie znało się ich adresów, na grupach dyskusyjnych zawsze można było przeczytać coś nowego. Co ciekawe na przełomie wieków więcej czasu spędzałem przeglądając grupy niż chodząc po stronach internetowych. Oczywiście nie byłem odosobniony w swoim zachwycie nad globalną siecią grup dyskusyjnych. W tym czasie popularność Usenetu w Polsce rosła lawinowo (co oczywiście było wynikiem wzrostu popularności samego internetu). W hierarchii pl. zostało przegłosowanych ponad 100 nowych grup dyskusyjnych, a liczba wiadomości wysyłanych na poszczególne grupy rosła z roku na rok o kilkadziesiąt procent. Nic więc dziwnego, że już pod koniec 2001 roku Google na stronie głównej oferował przeglądanie zawartości grup dyskusyjnych i wyszukiwanie jak w zwykłych stronach internetowych (z początku dla grup zachodnich, później również i polskich). Usługa ta zresztą dostępna jest na stronie głównej do dzisiaj. Gdy znalezienie rozwiązania jakiegoś problemu jest niemożliwe na stronach internetowych, z pomocą przychodzi olbrzymia baza postów z grup dyskusyjnych.

Jednak w roku 2003 liczba wiadomości wysyłanych na niektóre grupy dyskusyjne zaczęła spadać. Z początku spokojnie, w późniejszych latach niemalże z takim samym impetem jak wzrastała do roku 2002. Proces ten się pogłębia i szacując pierwszą połowę roku 2007 nie zanosi się na to, by liczba wiadomości wzrosła. Oczywiście jest trochę grup w polskiej hierarchii na których trend nie jest tak wyraźny. Są również takie na których liczba nowych postów jest stała lub nawet rośnie. Nie można jednak nie odnieść wrażenia, że Usenet jako miejsce dyskusji* najlepsze czasy ma już za sobą.
Fora dyskusyjne są wszędzie
Rzecz jasna popularność wspomnianego wcześniej forum PEB wynika głównie z tego, że jest to po prostu jedna wielka farma linków do plików wrzuconych na Rapidshare’a i inne “magazyny”. Znajdziemy tam muzykę, filmy, seriale i produkcje pornograficzne. Lwia część ruchu pochodzi zapewne z wyszukiwarek – wystarczy wpisać do Google odpowiednio zbudowaną frazę z nazwą filmu czy albumu muzycznego, a na pierwszej stronie znajdzie się wątek właśnie z forum PEB. Jednak na forum oprócz farmy linków znajdują się również kategorie ogólne.
Fora takie jak PEB czy tysiące innych są jednym z powodów malejącej popularności Usenetu. Absolutnie każdy może założyć forum dyskusyjne na każdy temat. Jest to proste dzięki gotowym, w większości darmowym skryptom (dostępne są silniki napisane w PHP, ASP i w innych językach). Od paru lat jest to nawet jeszcze łatwiejsze przy pomocy serwisów w których w kilka chwil założymy własne forum dyskusyjne (gdzie nie musimy martwić się o hosting, pozwalając jednak właścicielowi serwisu na przykład na umieszczenie reklam na forum). Największy w Polsce taki serwis – Fora.pl – został dwa miesiące temu przejęty przez Gadu-Gadu. Aktualnie gromadzi ponad 350 000 forów, 5 mln użytkowników i 70 mln postów.
Farmy forów dyskusyjnych to jedno, wielkie fora to drugie. Na liście największych polskich forów (wzorowanej po trochu na zagranicznym Big Boards) znajduje się mnóstwo społeczności gromadzących po kilkanaście tysięcy użytkowników i kilkaset tysięcy wiadomości. Lista jednak jest nieaktualizowana i nie monitoruje takich stron jak Forumowisko, Dogomania, Insomia czy SFD.
Kolejnym gwoździem do trumny Usenetu są inne formy komunikacji przez internet – komentarze do artykułów i wiadomości, blogi oraz cała masa różnorodnych serwisów społecznościowych gdzie możemy kontaktować się z innymi.
Fora dyskusyjne zabiją Usenet?
Taka popularność tej metody komunikacji sprawia, że powoli do lamusa odchodzi Usenet, który w przeciwieństwie do forów dyskusyjnych nie oferuje tylu możliwości i jest trudniejszy do przyswojenia (za pomocą czytnika, pomijam Google Groups i pochodne formy przeglądania grup dyskusyjnych). Mimo, że korzystanie z Usenetu ma sporo zalet których nie mają fora, dla zwykłego użytkownika przyzwyczajonego do prostego phpBB, Usenet pozostanie zbyt skomplikowany i niezrozumiały.
W ciągu kilku następnych lat liczba wiadomości na polskich grupach może stopniowo maleć, by w końcu zatrzymać się na stałym, niskim poziomie, który może doprowadzić nawet do śmierci grup dyskusyjnych. To odległa przyszłość, w której nie widzę ratunku dla Usenetu, a na pewno nie widzę szansy na powrót popularności grup do tej z początku wieku.
* Nie przez przypadek w odniesieniu do Usenetu użyłem sformułowania “miejsce dyskusji”, bo Usenet to nie tylko forum wymiany poglądów. Druga, ciemna strona Usenetu o której nie mówi się zbyt często to grupy binarne, które mają się chyba całkiem dobrze i nadal pozostają jednym z pierwszych “lądowisk” najświeższych ripów filmów, muzyki i gier.
Jeśli będziecie przypadkiem w San Francisco albo powiedzmy w Palo Alto i poczujecie chęć wstąpienia do restauracji, nie zapomnijcie zerknąć najpierw na stronę Yelp.com, na której znajdziecie mnóstwo fachowych recenzji restauracji. Zresztą restauracje to zaledwie jeden z działów w którym użytkownicy mogą publikować swoje opinie i spostrzeżenia na temat obsługi, fachowości czy cen wszelkiej maści miejsc i obiektów. Na liście znajdują się również bary, sklepy, usługi lekarskie, weterynarze czy nawet organizacje religijne. Yelp, z początku skoncentrowany wokół regionu Doliny Krzemowej i zatoki San Francisco, aktualnie “obsługuje” wszystkie większe miasta Stanów Zjednoczonych.
Co jest takiego ciekawego w Yelpie? Wydawałoby się przecież, że to tylko prosta strona z recenzjami miejsc. Na sukces Yelpa składa się moim zdaniem szereg czynników:
- Strona jest niezwykle łatwa i intuicyjna w obsłudze. Wystarczy naprawdę parę kliknięć by znaleźć opinie o interesującym nas miejscu lub wyszukać inne miejsca które mogłyby nam się spodobać.
- Świetnie zastosowanie Google Maps do oznaczania punktów na mapie. Dla niektórych to zbędny bajer który tylko spowalnia ładowanie się strony, ale gdy jesteś naprawdę głodny i szukasz dobrej restauracji albo boli Cię ząb i szukasz dentysty to bliskość miejsca ma olbrzymie znaczenie.
- Szczegółowa baza miejsc. Zwykły katalog to za mało jeśli szukamy czegoś konkretnego. Na przykład w opisie restauracji oprócz tak oczywistych danych jak adres czy telefon przeczytamy jaki ubiór obowiązuje, jakich cen możemy się spodziewać, czy restauracja akceptuje karty kredytowe lub czy punkt jest łatwo dostępny dla osób niepełnosprawnych.
- Najważniejsze są jednak rozwiązania społecznościowe wykorzystane w serwisie. Recenzje nie są anonimowe, są pisane przez konkretne osoby – stąd też slogan Yelpa – “real people, real reviews“. Łatwo możemy sprawdzić czy recenzja powiedzmy chińskiej restauracji została napisana przez wredną konkurencję, jednorazowego wściekłego klienta czy przez prawdziwego konesera chińszczyzny. Inni użytkownicy mogą dodatkowo oceniać recenzje pod kątem na przykład przydatności. Jak wspomniałem wcześniej, recenzenci nie są anonimowi – każdy z nich ma własny profil, może dodawać zdjęcia, czy też napisać kilka zdań o sobie. Jeśli uznamy, że mamy z kimś podobny gust i zgadzamy się z jego recenzjami, możemy również zasubskrybować jego przyszłe recenzje.
Yelp rozwija się bardzo szybko. Nad uruchomionym pod koniec 2004 roku serwisem pracuje obecnie około 50 osób. Yelp uzyskał dofinansowanie na łączną kwotę 16 milionów dolarów, a kilka tygodni temu udostępnił API. Do innych podobnych stron wartych uwagi należą między innymi Judy’s Book oraz Insider Pages.
W Polsce raczej na próżno szukać serwisu który byłby tak rozbudowany i który oferowałby ocenianie miejsc z wielu branż. Działa co prawda sporo portali skupionych wokół jednego regionu, ale są to małe strony lokalne lub strony ograniczone do jednej branży. Uruchomieni jakiś czas temu Gastronauci.pl ograniczają się do branży gastronomicznej i są ledwie namiastką tego czego można by oczekiwać od takiego serwisu.
Będę przypatrywał się polskim stronom które wzorują się na Yelpie i naśladują jego rozwiązania. Można mówić wiele złych rzeczy o portalach społecznościowych, ale wykorzystanie potencjału internetu w połączeniu ze społecznościami lokalnymi, jak pokazuje przykład Yelpa, to naprawdę przydatna mieszanka.
Jak donosi Techcrunch w jednym z ostatnich swoich wpisów kod źródłowy serwisu społecznościowego Facebook wyciekł i został opublikowany na specjalnie utworzonym na tę “okazję” blogu Facebook Secrets. Co prawda wyciekł tylko jeden główny plik, ale informacja ta wywołała sporą burzę w blogosferze.
Z początku Techcrunch zastanawiał się czy kod przypadkiem nie został wyniesiony z firmy przez jednego z programistów. Jak jednak podała Brandee Barker z Facebooka kod został “wypluty” niewielkiej liczbie użytkowników w wyniku awarii jednego z serwerów, który nie był do końca dobrze skonfigurowany. Jest to znany bug występujący na serwerach Apache, który polega na tym, że zamiast sparsowanego kodu, wyświetlany jest… czysty kod.
Analizując kod na pierwszy rzut oka można wyciągnąć kilka ciekawych wniosków na temat tego, jak działa tak duży serwis jak Facebook.
- Po pierwsze w strukturze serwisu nie są wykorzystane żadne praktyki stosowane w programowaniu obiektowym.
- Po drugie, aplikacja to po prostu połączenie wielku skryptów PHP.
- Po trzecie, wygląda na to, że Facebook używa Smarty do obsługi szablonów.
Niektórzy komentując kod stwierdzili, że jest on słabo napisany i panuje w nim ogólny bałagan.
Użytkownicy przy tej okazji pytają jak chronione są ich prywatne dane. Skoro dzisiaj na światło dzienne wycieka kod, to czemu jutro ich dane nie miałyby być publicznie dostępne? Na wspomnianym blogu został opublikowany kod źródłowy jednego pliku, ale jak przyznają użytkownicy w komentarzach do wpisu na Techcrunch, podczas przeglądania serwisu kod został wypluwany także w innych miejscach. Sytuacja ta przypomina odrobinę wpadkę polskiego Grono.net sprzed kilku miesięcy, kiedy to profile ludzi, które miały być dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników zostały zaindeksowane przez wyszukiwarkę Google i dostępne z jej poziomu. Wtedy Grono przeprosiło za ten błąd i usunęło z Google zaindeksowane strony.
A propos Grono, to na kilka miesięcy przed uruchomieniem angielskiej wersji serwisu (wtedy jeszcze Grapeo.co.uk, teraz Grono chyba zrezygnowało z tej domeny) podczas przeglądania Grona w pewnym momencie zamiast zwykłych gronowych stron uruchomiła mi się przez przypadek testowa wersja angielskiego Grona. Po chwili jednak sytuacja wróciła do normy.
Wracając do Facebooka, nie brakuje opinii, że cała sytuacja została ukartowana i jest to kontrolowany wyciek w celu zrobienia marketingowego szumu wokół serwisu, a sam kod to po prostu kod sprzed dobrych kilku miesięcy i jest on już nieaktualny. Jakoś w to wątpię. Co prawda stara zasada mówi, że nieważne jak o Tobie mówią – ważne, że mówią, ale Facebook akurat na marketingowy szum nie może ostatnio narzekać.
Od dłuższego czasu zastanawiam się, dlaczego Polska nie doczekała się serwisu wzorowanego na amerykańskim Technorati. Gwoli wyjaśnienia, Technorati to wyszukiwarka indeksująca blogi oraz wpisy na blogach. Aktualnie monitoruje ponad 90 milionów blogów z całego świata i jest pierwszym źródłem informacji podczas poszukiwania ciekawych blogów i opinii na interesujące nas tematy. Co prawda znajdziemy tam wiele blogów z Polski, ale nie ma się co oszukiwać – nie jest to serwis o którym ma pojęcie przeciętny autor bloga, a co dopiero przeciętny użytkownik internetu w Polsce.
Dlaczego nie ma polskiego Technorati?
Dlaczego polska blogosfera nie doczekała się godnego następcy Technorati? Być może polski rynek jest zbyt mały. Nie zapominajmy, że amerykański pierwowzór indeksuje blogi z całego świata w związku z czym potencjalnych autorów i ich odbiorców jest zdecydowanie więcej niż na rynku polskim. Fakt braku polskiego Technorati zrozumiałbym gdyby na największych serwisach blogowych w Polsce (Onet.pl + Blog.pl oraz Blox.pl) łatwo byłoby odnaleźć interesujące nas blogi i wpisy, ale żadna z tych stron nie oferuje tak naprawdę dobrej wyszukiwarki oraz katalogu stron który byłby intuicyjny, prosty, a przede wszystkim skuteczny. Być może jednak absencja takiego serwisu w Polsce wynika z tego, że blogów specjalistycznych i naprawdę dobrych jest zbyt mało by tworzyć dla nich agregator. Te dobre każdy zna lub wcześniej czy później pozna, więc po co tworzyć Technorati.pl dla onetowych blogasków na których wszyscy i tak piszą o tym samym?
Nie mniej jednak powstały dwie polskie strony związane z blogosferą na które warto rzucić okiem. Pierwsza z nich to 10przykazan.com wzorowany na zagranicznym 9rules.com. Nie jest to maszynka do agregowania blogów i wpisów, a moderowany przez człowieka katalog. Każdy oczywiście do 10przykazań może zgłosić swojego bloga lub bloga znajomych, ale nie każdy blog może zostać przyjęty. Ma to oczywiście swoje zalety, bo w spisie nie znajdą się blogi z przypadku. Z drugiej jednak strony musimy się zdać na opinie moderatorów którzy według własnego zdania zdecydują czy blog jest godzien być na liście 10przykazań. Serwis od dłuższego czasu (dobrych kilku miesięcy) przeżywa okres stagnacji chociaż jak przyznaje Patrys, jeden z autorów serwisu – 10przykazań jeszcze nie umarło.
Drugą stroną godną uwagi jest Blogfrog.pl. Wspomniałbym o niej zaledwie dwa zdania, a resztę pominął milczeniem gdyż strona ma bardzo surowy wygląd, oferuje niewiele opcji, a zdanie wspomniane w informacjach dla prasy mówiące, że Blogfrog “jest systemem pomagającym wyszukiwanie najciekawszych i najbardziej wartościowych polskich blogów” ma niewiele wspólnego z prawdą. Sytuacja ma się jednak zmienić w najbliższym czasie. Jak czytamy na specjalnie utworzonym blogu Blogfroga, niedługo ma ujrzeć światło dzienne nowa wersja strony. Robot indeksujący żmudnie haruje, przygotowywany jest nowy wygląd, a programiści pracują nad ożywieniem tego trupa. Co ciekawe Blogfrog będący wcześniej bodaj inicjatywą prywatną i amatorską jak wynika z danych whois nawiązał współpracę z… Gazetą, co również tłumaczyłoby czemu blog projektu znajduje się na Bloxie.
Czas pokaże czy Blogfrog stanie się centrum polskiej blogosfery. Na pewno ma ku temu wszelkie predyspozycje, chociaż jest trochę jakby zapomniany. Czas też pokaże czy w polskim internecie taki serwis jest faktycznie potrzebny.
Zadziwiają mnie reakcje polskiej blogosfery, a w zasadzie ich brak, na temat dolnośląskiego fenomenu jakim jest portal Nasza-klasa.pl. Być może wynika to właśnie z lokalności tego portalu, a być może z tego, że twórcy nie robią praktycznie żadnego blogowego szumu na temat swojej witryny.
Gdyby ktoś powiedział mi pół roku temu, że na polskim rynku pojawi się strona która w ciągu tego czasu zbierze wokół siebie kilkaset tysięcy zarejestrowanych użytkowników szczerze bym w to wątpił. Wydawało mi się to niemożliwe na rynku nasyconym przez Fotkę, Grono i inne mniejsze serwisy społecznościowe. A jednak. Parę tygodni temu liczba kont w Naszej-klasie przekroczyła 400 000*. Jak donosi Michał Sadowski w komentarzu do dyskusji o polskim rynku serwisów społecznościowych, Nasza-klasa notuje teraz milion unikalnych użytkowników i ponad 500 milionów odsłon miesięcznie.
Czym jest Nasza-klasa?
Serwis jest bardzo prosty – po zarejestrowaniu się możemy wybrać szkołę do której uczęszczaliśmy, gimnazja, licea oraz studia. Możemy przeglądać profile swoich kolegów i koleżanek z lat szkolnych, dodawać ich do znajomych, zobaczyć co teraz robią, gdzie poszli na studia i jak obecnie wyglądają. Dodatkowo każda klasa i szkoła posiadają forum dyskusyjne, a kontaktować się ze znajomymi możemy przy pomocy systemu wiadomości.
Proste, prawda? Wiele takich serwisów już w Polsce powstawało i wiele z nich nie podbiło serc internautów. Czemu więc te serwisy nie wypaliły a Nasza-klasa w niecałe 6 miesięcy stała się jednym z największych serwisów społecznościowych w Polsce? Ciężko odpowiedzieć na to pytanie jednoznacznie. Przez kilka pierwszych miesięcy liczba użytkowników nie była oszałamiająca. Nagle jednak liczba kont zaczęła rosnąć huraganowo, na szkolnych i studenckich forach dyskusyjnych na Dolnym Śląsku masowo zaczęły pojawiać się zaproszenia do dołączenia do stworzonych klas, a w pewnym momencie ze względu na niesamowitą popularność witryny, był problem z odwiedzeniem strony przez cały dzień.
Na pewno portal jest prosty i intuicyjny w działaniu co mogło zdecydować o takiej popularności. Wydaje mi się również, że trochę brakowało takiej strony w Polsce. Decydującym czynnikiem mógł być jednak przypadek i właściwy moment, w którym wiele osób zaczęło opowiadać o stronie, zapraszać znajomych i z małej śnieżki portal zmienił się w prawdziwą lawinę.
Co dalej? Moim zdaniem Nasza-klasa powoli nasyca się już na rynku dolnośląskim. Czy będzie w stanie podbić również inne regiony? Bez odpowiedniego wsparcia marketingowego powtórzenie tego sukcesu może być bardzo ciężkie. Czas pokaże, a tymczasem spokojnie można powiedzieć, że amerykańskie Classmates doczekało się godnego polskiego odpowiednika.
* Liczbę kont szacuję na podstawie ID nadawanego każdemu użytkownikowi, widocznemu w adresie strony. Liczba kont aktualnie wynosi około 425 000, jednak wiele profili jest niedostępnych.
W poniedziałek Gazeta.pl uruchomiła nową wersję jednego ze swoich sztandarowych produktów. Forum dyskusyjne to obok blogów najbardziej społecznościowy serwis Gazety, a zmiany na nim to część większych zmian na całej Gazecie. Wcześniej nowego wyglądu doczekała się strona główna Gazety oraz takie działy jak Sport, Gospodarka, Dziecko, serwisy lokalne Gazety, a ostatnio także Turystyka oraz Film.
Zmiany we wspomnianych serwisach (z wyjątkiem strony głównej która uległa gruntownej przebudowie) były zazwyczaj kosmetyczne ? zmieniał się widok artykułów oraz nawigacja. Na dodatek portale te służyły głównie do biernego przeglądania treści ? użytkownik czytał kilka artykułów, od czasu do czasu coś skomentował i znikał ze strony.
W przypadku forum dyskusyjnego sprawa ma się jednak inaczej. Na forum użytkownicy potrafią spędzić bardzo dużo czasu przeskakując po tematach, przeglądając fora prywatne, szukając odpowiedzi na swoje pytania i czynnie uczestnicząc w życiu forum ? zakładając nowe tematy lub biorąc udział w dyskusjach.
Wprowadzone zmiany, delikatnie mówiąc, nie zostały zbyt dobrze przyjęte przez społeczność forum. Na blogu oraz forum o forum aż roi się od nieprzychylnych komentarzy na temat nowego wyglądu, nawigacji i użyteczności. Niektórzy nawet są gotowi posunąć się do bardzo radykalnych kroków usuwając swoje prywatne fora dyskusyjne lub, o zgrozo, przenosząc się na Onet. Pozytywnych opinii jest niewiele, choć niektórzy zapewne akceptują zmiany, podobają się im, więc nie widzą sensu wyrażania swoich pozytywnych opinii.
Zastanawiam się czy na stronach tak mocno związanych ze swoimi użytkownikami, tak daleko idące zmiany mogą zostać dobrze przyjęte przez użytkowników, czy może społeczność zawsze będzie niezadowolona z jakichkolwiek ingerencji w wygląd i działanie strony.
Na pewno jednym z rozwiązań jest stopniowe wprowadzanie zmian, aby użytkownicy mogli spokojnie przyzwyczaić się do nowych opcji.
Innym rozwiązaniem jest równoległe wprowadzenie nowej, a następnie zamknięcie starej wersji strony. Użytkownicy mogą zapoznać się z nowym wyglądem, wyrazić swoje opinie, a autorzy wprowadzić ewentualne poprawki, wychwycić błędy i skorygować wszystkie niedociągnięcia które nie spodobały się użytkownikom. W ten sposób twórcy mają całe zaplecze pseudo beta testerów. Tak właśnie Gazeta zrobiła w momencie uruchamiania nowej strony głównej portalu. Tak też Grono.net wdrażało nowy wygląd i tak też po części robi YouTube testując nowy wygląd z widokiem filmu.
Najlepszym rozwiązaniem jest chyba jednak możliwość pozostawienia wyboru użytkownikom, uruchamiając nową, a nie ruszając przy tym starej wersji strony. Jednak z technologicznego punktu widzenia niekiedy jest to po prostu niemożliwe lub nieopłacalne. Nie mogę sobie również przypomnieć sytuacji kiedy to rozwiązanie zostało zastosowane.
W przypadku forum Gazety zmiany przebiegły drastycznie, nagle i co wytknęło kilka osób w komentarzach do wiadomości o nowej wersji forum – bez konsultacji z forumowiczami. Co prawda do dyspozycji pozostaje klasyczna skórka, która przypomina wyglądem stare forum, jednak sama nawigacja, do której społeczność ma chyba najwięcej zastrzeżeń, pozostaje bez zmian.


Wpisy